Największą zaletą rządowego planu działań na rzecz wzmocnienia gospodarki jest
to, że taki dokument w ogóle powstał. Oznacza to bowiem, że rząd przestał tracić
czas na zapewnianie, że Polska jest „wyspą stabilności” i dostrzegł potrzebę przeciwdziałania
skutkom globalnego kryzysu. Kluczowym warunkiem skutecznej terapii jest właściwa
diagnoza stanu pacjenta. Można jednak wciąż mieć pewne wątpliwości, czy rząd dokonał
takiej dogłębnej i rzetelnej oceny stanu polskiej gospodarki, gdyż prognoza wzrostu
PKB w 2009 r. na poziomie 3,7% wydaje się być wyrazem nadmiernego optymizmu.
Załamanie się dynamiki inwestycji w III kwartale tego roku (wzrost o zaledwie
3,5%), czy też spadek wskaźnika koniunktury w przemyśle (PMI) do najniższego od
ponad dziesięciu lat poziomu, wyraźnie wskazują na szybko pogarszające się perspektywy
polskiej gospodarki. Moim zdaniem tempo wzrostu PKB w przyszłym roku może być o
około 2 pkt proc. niższe od skorygowanej prognozy Ministerstwa Finansów, co z kolei
sugeruje, że dużo większy może być też ubytek dochodów budżetowych. Rząd przedstawia
racjonalne argumenty na rzecz utrzymania zapowiedzianej redukcji deficytu budżetu
państwa do 18,2 mld zł. W powiązaniu z zapowiedzianą podwyżką akcyzy na samochody
i alkohol oznacza to jednak dalsze zacieśnianie polityki fiskalnej, czyli działanie
mogące w obecnych warunkach mieć charakter procykliczny. Zasadne jest w związku
z tym pytanie, czy takie podejście można będzie utrzymać w przypadku, gdyby dla
skompensowania większej od założonej luki w dochodach (szacowanej przez niektórych
ekspertów nawet na kilkanaście mld zł) konieczne okazałoby się dokonanie dalszych,
głębokich cięć wydatków.
Przedstawiona przez rząd łączna wartość działań objętych nowym planem, czyli 91,3
mld zł (ponad 7% PKB), może budzić respekt, ale po krótkiej analizie okazuje się,
że w większości są to albo środki już ujęte w projekcie budżetu, albo też takie,
których uruchomienie zależy od spełnienia wielu różnych warunków. Plan rządu może
więc być postrzegany jako swego rodzaju eksperyment mający pokazać, czy bez zwiększenia
wydatków budżetowych (a nawet przy pewnym ich ograniczeniu) możliwe jest osiągnięcie
efektu w postaci wsparcia wzrostu gospodarczego. Po odjęciu środków wcześniej umieszczonych
w projekcie budżetu (limit poręczeń i gwarancji - 15 mld zł, wydatki związane z
wykorzystaniem funduszy UE - 9,5 mld zł, redukcja stawek PIT i zmiany VAT – 8 mld
zł) na nowe działania pozostaje kwota nieco poniżej 56,8 mld zł, z czego 45 mld
zł to potencjalny wzrost kredytów dla banków i przedsiębiorstw (dzięki uruchomieniu
gwarancji rządowych), a 10 mld zł to potencjalne zwiększenie nakładów finansowanych
środkami z UE.
Samo zapisanie w ustawie budżetowej zwiększonego limitu dla gwarancji i poręczeń
nie gwarantuje oczywiście, że znajdą się chętni do skorzystania z tych gwarancji
i że banki znalazłyby środki na sfinansowanie tak zabezpieczonych kredytów. Dla
przykładu, w 2007 r. z limitu ustalonego na 17 mld wykorzystano tylko 3,1 mld zł,
udzielając zaledwie trzech gwarancji (wszystkie dla BGK) i dwóch poręczeń. Znaczne
zwiększenie skali korzystania z gwarancji i poręczeń rządu wymagałoby nie tylko
wzrostu zainteresowania ze strony potencjalnych beneficjentów, ale też stworzenia
sprawnego mechanizmu udostępniania gwarancji i ustalenia dostatecznie atrakcyjnego
poziomu opłat. Podobnie hipoteczny charakter ma na obecnym etapie plan „wykreowania”
dodatkowych 20 mld zł kredytów dla małych i średnich przedsiębiorstw.
Powodzenie tego planu też zależeć będzie od popytu na tego rodzaju finansowanie
oraz od zasad i warunków jego udostępniania. Tak dużych środków nie zdoła oczywiście
udostępnić sam BGK, więc konieczne byłoby włączenie do tego procesu banków komercyjnych.
Największa kwota realnych środków finansowych kryje się za propozycją przyspieszenia
realizacji projektów współfinansowanych przez fundusze UE. Można jednak mieć wątpliwości,
czy wdrożone w ostatnim okresie zmiany w przepisach dotyczących zamówień publicznych
i ochrony środowiska będą wystarczające dla dokonania oczekiwanego już od wielu
lat przełomu w zakresie tempa i skali wykorzystywania funduszy UE, i czy efekt taki
uda się osiągnąć bez zdecydowanego uproszczenia wszelkich biurokratycznych procedur.
Przedstawiony przez rząd plan działań nie zawiera prawie żadnych nowych elementów
pozwalających na rozwiązanie kluczowego problemu źródeł finansowania akcji kredytowej
banków i przywrócenia zaufania na rynku międzybankowym. Przypomniane zostały tylko
już podjęte działania w postaci podwyższenia gwarancji dla depozytów i „pakietu
zaufania” wdrażanego przez NBP oraz rozpatrywany obecnie przez Sejm projekt ustawy
o wsparciu instytucji finansowych. Nadal nieznane są natomiast nawet założenia przygotowywanej
przez rząd ustawy mającej pozwolić na rekapitalizację instytucji finansowych.
Przywrócenie normalnego funkcjonowania rynku międzybankowego i zapewnienie przedsiębiorstwom
i gospodarstwom domowym dostępu do kredytu bankowego jest warunkiem sine qua non
powodzenia wszelkich działań na rzecz stabilizacji wzrostu gospodarczego. Warto
przy tym podkreślić, że nie wystarczy udostępnienie bankom gwarancji na kredyty
udzielane innym bankom (co przewiduje się w projekcie ustawy o wsparciu instytucji
finansowych), gdyż źródło to nie wystarczy dla pokrycia ogromnej luki wynikającej
z bardzo rozbieżnych dynamik depozytów i kredytów bankowych. Bez zapewnienia dostępu
do finansowania z innych źródeł krajowych i zagranicznych banki zmuszone będą do
dostosowania tempa wzrostu akcji kredytowej do dynamiki depozytów pozyskiwanych
od klientów.
Plan ogłoszony przez rząd ukierunkowany jest głównie na podtrzymanie popytu inwestycyjnego.
Służyć temu mają zarówno zwiększenie plafonu gwarancyjnego i dodatkowe kredyty dla
sektora MSP, jak i sprawniejsze wykorzystanie środków unijnych. Jest to słuszny
kierunek, gdyż ryzyko załamania się popytu inwestycyjnego jest obecnie największym
zagrożeniem dla wzrostu gospodarczego. Dobrze też, że rząd próbuje skierować aktywność
inwestycyjną na projekty w obszarach teleinformatyki, działalności badawczo-rozwojowej
i odnawialnych źródeł energii, gdyż tego rodzaju „inteligentne” inwestycje sprzyjają
realizacji celów określonych w Strategii Lizbońskiej. Jednym z zapowiedzianych działań
proinwestycyjnych jest okresowe zwiększenie ulg podatkowych dla nowo tworzonych
firm, ale w dokumencie rządu nie podano, jakie może to mieć skutki dla budżetu.
Nie można wykluczyć, że dla zwiększenia skuteczności tych ulg konieczne okaże się
ich rozszerzenie na dodatkowe grupy przedsiębiorstw.
Plan rządu nie przewiduje w zasadzie żadnych nowych działań na rzecz wsparcia popytu
konsumpcyjnego. Przypomniano tylko o oczekiwanych korzystnych skutkach uchwalonych
już zmian w podatkach PIT i VAT oraz o wcześniejszych obniżkach składki rentowej.
Skutki tych zmian zostały już wcześniej uwzględnione w założeniach do projektu budżetu,
więc samo umieszczenie informacji o zmianach podatkowych w Planie Stabilności i
Rozwoju nie niesie za sobą żadnego dodatkowego impulsu prowzrostowego. To, że w
tym planie poświęca się bardzo mało uwagi potrzebom stymulowania konsumpcji, można
uznać za jedną ze słabości nowego pakietu rządu. Oczekiwany w przyszłym roku (i
niezbędny ze względu na potrzebę umocnienia konkurencyjności i ograniczenia presji
inflacyjnej) spadek dynamiki wynagrodzeń i spodziewany wzrost bezrobocia spowodują
zapewne ubytek dochodów, przewyższający korzyści z obniżenia stawek PIT, i w konsekwencji
przyczynią się do zmniejszenia dynamiki konsumpcji.
W nowym planie rządu brakuje też działań skierowanych wprost na wsparcie eksporterów
(np. przez zwiększenie limitu dla KUKE), a wiadomo, że ta grupa przedsiębiorstw
w największym stopniu zagrożona jest skutkami recesji w gospodarkach naszych głównych
partnerów handlowych. Pomimo rosnącego zagrożenia wzrostem bezrobocia, nie zaproponowano
też nowych działań dla wsparcia rynku pracy, a środki przeznaczone na działania
osłonowe finansowane z planowanej rezerwy solidarności społecznej mogą okazać się
zbyt skromne w przypadku większej od zakładanej przez rząd skali spowolnienia gospodarczego.
Ze względu na brak szczegółowych informacji na temat sposobu wdrażania działań ogłoszonych
przez rząd trudno jest na tym etapie nawet o wstępną ocenę korzyści, jakie mogą
one przynieść. Z pewnością dobrze się stało, że doszło do sformułowania Planu Stabilności
i Wzrostu. Natomiast to, w jakim stopniu przyczyni się on do ograniczenia nieuniknionego
spadku aktywności gospodarczej w Polsce, w największym stopniu zależeć będzie od
skuteczności rządu we wdrażaniu działań zaproponowanych w tym planie. Uważam, że
jednym z warunków powodzenia „antykryzysowych” działań rządu jest też zachowanie
odpowiedniej elastyczności w realizacji przedstawionego planu, gdyż bardzo prawdopodobne
jest, że część zaproponowanych działań nie przyniesie zamierzonych efektów i (lub),
że będą musiały one zostać uzupełnione o nowe inicjatywy. Wskazuje na to chociażby
przykład tzw. planu Paulsona, gdzie wkrótce po akceptacji przez Kongres okazało
się, że środki z tego planu mogą lepiej zostać wykorzystane na działania zupełnie
inne od pierwotnie zamierzonych.
 | Wiesław Szczuka
Główny Ekonomista BRE Banku
2 grudnia 2008 r.
|